Powrót

Ofensywa Filcha

niedziela, 10 lipca 2011, 12:06
Dzisiaj obchodzimy drugą rocznicę powstania bloga o Syriuszu, toteż krótka lista podziękowań jest konieczna. Dziękuję Scarlet za piękny szablon, wprowadzjący w klimat opowiadania, dziękuję Mirabelce, że jest z nami od samego początku, aż do dzisiaj. Dziękuję również mojej siostrze Kasi, za nieocenioną pomoc w przepisaniu tego rozdziału.





"List" Walburgi Black wywołał w Hogwarcie prawdziwą sensację. Bardziej obeznani w szkolnym życiu uczniowie zapewniali swoich młodszych kolegów, że wyjec przejdzie do cyklu legend Hogwartu. Ilekroć Syriusz mijał Narcyzę na korytarzu, szła z taką miną, jakby miała zapaść się ze wstydu pod ziemię. Andromeda natomiast miała do sprawy o wiele zdrowsze podejście. Zadowoliła się opowiadaniem znajomym o innych wybrykach, nadpobudliwej ciotki, ze szczególnym uwzględnieniem jej pijackiego czardasza na weselu Belli.
- Jak tak dalej pójdzie, twoja matka będzie miała tutaj swój cały funclub - podsumował James kilka dni po tym, gdy przemierzając szkolne korytarze natknęli się na grupkę Krukonów szeptem opowiadających sobie o tym, jak to Walburga Black rozbiła miotłę swojego męża na mungolskiej kamienicy, tylko po to, żeby uniemożliwić mu wychodzenie z domu.
Syriusz miał jednak poważniejsze problemy na głowie, niż ogłaszanie tego, że jest synem najpopularniejszej osoby w całej szkole. Wciąż nie poznał jeszcze dobrze drogi do poszczególnych klas, a że zarówno on, jak i jego koledzy lubili się rano wyspać, ich spóźnianie się na pierwsze lekcje stało się nagminne. Doszło nawet do tego, że profesor McGonagall zaczęła się odgrażać, że za każde kolejne spóźnienie zacznie im odbierać punkty. Zdaniem Jamesa była to czysta głupota, bo jak na razie jedynymi przedmiotami, na których mogli się czegoś nowego nauczyć były eliksiry i astronomia, czasami historia magii, o ile nie zasnęło się podczas pierwszych pięciu minut. Oczywiście nie omieszkał powiedzieć tego McGonagall i teraz musiał wyjątkowo mocno przygotowywać się do transmutacji, co bardzo utrudniało obmyślanie zemsty na Filchu i pani Norris.
Dziwne stało się także zachowanie Remusa. Dzień po nadejściu wyjca od Walburgi Black na dwa dni zniknął bez śladu, a gdy w końcu pojawił się w dormitorium, nie potrafił w wiarygodny sposób wytłumaczyć swoim kolegom, co właściwie działo się z nim przez ten czas kiedy go nie było. Rzecz jasna cała sprawa uszła uwadze większości pierwszorocznych, którzy byli na razie zbyt zaaferowani znajdowaniem odpowiednich sal lekcyjnych. Wyglądało jednak na to, że fakt "zaginięcia" Remusa nie dziwi nauczycieli. Co więcej, robią wszystko, aby ich uczniowie tego nie dostrzegli. Nie uszło uwadze Syriusza, że w czasie nieobecności Lupina, powstrzymywali się od odczytywania listy nazwisk na początku każdej lekcji, jak to dotychczas mieli w zwyczaju, a gdy tylko kolega wrócił, jakby nigdy nic, z powrotem zaczęli praktykować dawne metody.
Remus za to bardzo szybko nadrobił zaległości, przepisując wszystko z pergaminów Jamesa i Syriusza. U Petera było za dużo błędów rzeczowych. Najwięcej notatek było oczywiście z transmutacji i obrony przed czarną magią. Mortycja już nawet zaczęła się odgrażać, że niedługo siostra będzie musiała kupić jej nowy atrament.
Poza tymi kilkoma niegroźnymi wypadkami, wrzesień mijał im w miarę spokojnie. W przerwach między zajęciami często włóczyli się po błoniach lub ostro pracowali nad poznaniem całego zamku. Raz nawet zawędrowali na stadion quidditcha, ale póki co, nic tam się nie działo, a trawa była po kolana. A szkoda.
O zemście na Filchu i pani Norris, przypomnieli sobie dopiero w przedostatni weekend września. Siedzieli jakby nigdy nic w bibliotece, udając przykładnych i rozgarniętych uczniów, co było bardzo dziwne, bo zwykle to miejsce omijali szerokim łukiem. Tym razem jednak sprawa była poważna, bo James karnie zarobił do napisania jakieś piekielnie trudne zadanie z transmutacji. Rzecz jasna, w napisaniu wypracowania wyręczał go Remus, a on sam ograniczył się jedynie do dostarczenia koledze odpowiednich książek i "ćwiczeń praktycznych". Jak na razie z "praktyki" niewiele mu wychodziło, kredka była nadal kredką i ani jej się śniło zmienić w ołówek, choć zapałkę w szpilkę już mu się transmutować udało. Swoje mizerne rezultaty tłumaczył "strachem" przed bibliotekarką.
Peter jak zawsze wertował "Proroka Codziennego" w poszukiwaniu artykułów napisanych przez jego matkę. Syriusz już dawno przestał się dziwić temu dziwnemu zwyczajowi kolegi, który nie raz sprawiał im kłopoty. Ilekroć Pettigrew szedł za nimi zaczytany w gazetę, zawsze się zgubił. Potem mogli, albo szukać go przez kilka dobrych godzin, albo iść do Wielkiej Sali i czekać, aż go ktoś odprowadzi. Zwykle wybierali tę drugą opcję. Choć była też trzecia, ale się nie sprawdzała. Zaczytany w "Proroka" Peter mógł iść przed nimi, ale wtedy dobijał do ścian, zapadał się w stopień pułapkę lub deptał po szatach starszych uczniów, a to mogło być niekorzystne dla jego zdrowia.
- I co? - rzucił Syriusz bez większego zainteresowania, patrząc na gazetę, która zupełnie zasłoniła Petera.
- Nic - odpowiedział Peter, wychylając czubek głowy. - Chyba, że interesują cię premiery w Czarodziejskiej Operze im. Wieszczy Wszechczasów w Edynburgu.
No tak, matka Petera redagowała rubrykę kulturalną:
- Nie, raczej nie.
- Czekaj - przerwał szybko James, dając odpocząć swoim kredkom. - Tam chyba pracuje matka tego imbecyla Lockharta. Lepiej wiedzieć, co w trawie piszczy.
Syriusz lekko drgnął.
- Mówisz o Violi Lockhart? - dopytał szybko Peter.
- A czy ja wiem, czy ona ma na imię Viola... Chyba tak. - James wzruszył ramionami. - Nazwisko się zgadza.
Oj, zgadzało się. Syriusz wiedział to nad wyraz dobrze, ale nie uznał jeszcze za stosowne poinformować przyjaciół o tym, że zna jakąś tam śpiewaczkę operową i że kręci z nią jego ulubiony wujek, zwłaszcza, że była ona matkę kogoś, kogo James wyraźnie nie znosił. Potter jakoś mógł przeżyć to, że cała rodzina jego najlepszego kompana była w Slytherinie, ale kolejna podobna informacja, mogłaby być dla niego szokiem.
- Była żoną takiego jednego reżysera - podpowiedział tymczasem Pettigrew.
- To też pasuje. I co o niej piszą?
- Na razie tylko to, że zagra w "Herkulesie", spektaklu muzycznym dla dzieci, w "Orfeuszu" i w "Zielonym Gilu", a więc wejdzie we wszystkie próby w tym sezonie... Że od kilku lat jest jedną z najbardziej rozrywanych śpiewaczek... Jest też zdjęcie...
- Czemu od razu nie powiedziałeś?! - naskoczyli na niego równocześnie James i Syriusz, ciągnąc gazetę.
Zdjęć czarownic było tam sporo. Prawdopodobnie sfotografowali cały zespół.
- I niby która to? - zapytał James.
- Ta. - Remus lekko wychylił się zza wypracowania z transmutacji i po sekundzie wskazał palcem na właściwą fotografię.
- A ty skąd wiesz? - naskoczył na niego Syriusz. Przez chwilę obawiał się, że kolega widział ich z nią na meczu quidditcha, w końcu dotarli tam razem.
- Jest podpisane - mruknął Lupin, przewracając oczami i wrócił do przerwanego zajęcia.
- No popatrz, Syriuszu... - zaczął James, przybierając zatroskany ton. - Ona kobitka całkiem do rzeczy, a dzieciak taki niedorobiony.
- Wierzę na słowo - odpowiedział szybko Syriusz. - Ja tam go nie poznałem.
- Przedstawię cię. - James uśmiechnął się złowieszczo.
Syriusza jednak zainteresowało coś innego. Wskazał palcem na artykuł obok - w rubryce sportowej.
- Że co? - żachnął się James, odczytując artykuł. - "Ze względu na za-a-wan-so-waną ciążę, Catriona McCormack (lat, 26), postanowiła do roz-wią-za-nia zrezygnować z latania na miotle. Wielka to strata dla Chlub z Portree, które bez kapitania i najlepszej ścigającej w drużynie, nie mają specjalnych szans..." bla, bla, bla... W każdym razie Nietoperze na tym skorzystają, wasze Sroki też... Aha, może nie do końca: "... Pani McCormack oświadczyła jednak, że dalej będzie trenowała drużynę, a na boisko osobiście wraca, na początku przyszłego sezonu...". Zawzięta babka, chyba ją polubię. Co znaczy "do rozwiązania"?
- Bo ja wiem... - Syriusz nigdy się nad tym nie zastanawiał.
- To znaczy, do czasu, aż urodzi - wtrącił Remus, znów odrywając się od pracy.
- Mnie bardziej interesuje komu udało się ją do tego namówić - przerwał mu Syriusz. - W wakacje próbował mój ojciec, ale szło mu raczej kiepsko...
- Zapomniałem, że ją znasz - podsumował Potter. - Te! Patrz!, kolejne znajome nazwisko.
- "...Eileen Snape (37 lat) zrezygnowała z sędziowania w najbliższych rozgrywkach Klubu Gargulków przy Ministerstwie Magii, ze względu na problemy rodzinne. Wielka to..." - przeczytał szybko Syriusz i nagle urwał. - Problemy rodzinne u Snapów? Myślisz, że babeczka ma coś wspólnego z naszym Smarkerusem?
- Sądząc po zdjęciu, nawet bardzo dużo - odpowiedział James. - Sam zobacz, kropka w kropkę, taki sam wyskubany sęp. Tylko z umytymi włosami.
- Zależy od której strony się patrzy - powiedział po chwili Syriusz. - Chodź lepiej coś zjeść.
Pomogli pozbierać Remusowi pergaminy, jakoś upchnęli w swoich torbach podręczniki i wyszli na korytarz. Im niżej schodzili, tym większy wyczuwali swąd.
- Co to takiego? - zapytał Remus, węsząc dookoła.
- Pewnie skrzaty domowe przypaliły nasze jedzenie - rzucił Syriusz bez większego zainteresowania.
- Wybacz stary, ale jedzeniem to to nie mydli - przerwał mu James. - Chyba, że takim przetrawionym na drugi dzień. Obstawiałbym raczej, że gdzieś wywaliło im toaletę.
Minął ich Irytek z iście diabelskim uśmiechem. O dziwo, nawet ich nie zaczepił. Żadnych śmieci wywalonych na głowę, żadnego łapania za nosy. Po prostu nic. Tylko wpatrywał się w nich jak gobliny w brylanty.
Dotarli na pierwsze piętro i na własne oczy zobaczyli co tak śmierdziało. - Pół korytarza zarzucone było łajnobombami. A łajnobomby były wydającymi okropny odór gadżetami młodocianych rozrabiaków.
- Lepiej sobie stąd chodźmy - zaproponował nieśmiało Peter.
- Otóż to - zgodził się natychmiast Syriusz, przypominając sobie akcję pod Izbą Pamięci.
Odwrócili się po cichu i:
- To nie był dobry pomysł - podsumował James.
Za nimi, z uśmiechem szaleńca na ustach, stał Filch:
- Znów się spotykamy - wycedził, szczerząc zęby.
Być może mieliby jeszcze szansę uciec woźnemu, choć później pewnie by ich i tak dopadł, gdyby nie to, że na drugim końcu korytarza, tuż za całym... "polem łajnobombowym", otwarły się drzwi gabinetu profesor McGonagall. To już była ironia losu.
- No nie... I ona też tutaj? - jęknął Syriusz.
Opiekunka Gryffindoru od razu zorientowała się, że coś się święci. Trudno żeby było inaczej, skoro zapachy niosły się już po całym zamku. Dość zgrabnie omijając rozrzucone łanobomby, przyciskając do ust i nosa kraciastą chustę, pokonała korytarz i stanęła przy nich, zamykając im ostatnią drogę ucieczki.
- To nie my! - zaczął tradycyjnie Syriusz.
- Cisza panie Black - uspokoiła go natychmiast McGonagall. - Panie Potter, proszę nie pogarszać swojej sytuacji - dodała, bo James próbował dorzucić swoje trzy knuty.
- Przyłapałem ich na miejscu przestępstwa, pani profesor. - Filch dumnie wypiął pierś.
- Myśmy tylko tędy przechodzili! - zawołali wszyscy czworo, co chyba było dostatecznym dowodem, że mówią prawdę.
Niestety, nie dla wszystkich. McGonagall uciszyła ich ruchem ręki.
- Szczeniaki, myślą, że jak dyrektora nie ma, to wszystko im wolno! - oskarżał ich dalej woźny.
To była interesująca informacja. Nie ma Dumbledore'a? Syriuszowi nie było dane długo się nad tym zastanawiać, bo sytuacja zaczynała wymykać się spod kontroli i trzeba było się bronić.
- Wracamy z biblioteki... - wypalił pierwszą rzecz jaka przyszła mu do głowy, a była zgodna z prawdą, ale McGonagall raczej w to nie uwierzyła.
- Bibliotekarka może to potwierdzić - wymruczał Remus.
- Gdybyśmy mieli łajnobomby zrobilibyśmy z nich lepszy użytek - dodał niezbyt mądrze James.
- Łajnobomby na pewno by wywęszyła - kontynuował Syriusz myśl Remusa, mając nadzieję, że uwagi Pottera, opiekunka domu nie dosłyszała.
I w tym momencie... Filch pociągnął za plecak Petera i wyjął z niego najprawdziwszą łajnobombę.
- Nie wiem skąd to się tam wzięło - powiedział cały czerwony na twarzy Pettigrew, a pod Syriuszem nogi się ugięły.
- Mam tego dość! - Profesor McGonagall rozeźliła się nie na żarty. - Odejmuję Gryffindorowi po dziesięć punktów za każdego z was i...
- Dziesięć? - powtórzył po niej James. - Pani profesor, dziesięć punktów razy cztery osoby to... czterdzieści! To przecież...
Nie widząc żadnej lepszej możliwości, Syriusz kopnął go boleśnie w kostkę. Brwi McGonagall ściągnęły się w jedną linię, a to nie wróżyło im niczego dobrego.
- Zgadza się panie Potter - powiedziała McGonagall, gdy James wyskoczył z bólu kilka cali nad podłogę. - A jako szlaban, cała wasza czwórka w przyszły weekend będzie pomagała panu Filchowi sprzątać zamek.
- Że co?! - wykrzyknął Syriusz.
- To co pan słyszał, panie Black - odparła szybko opiekunka domu. - Mam powtórzyć?
- Nie trzeba.
- Doskonale, są jeszcze jakieś pytania?
Wszyscy byli tak rozeźleni, że nie mogli wykrztusić słowa. Oddychali tylko ciężko, patrząc jak McGonagall odchodzi. Nareszcie zabrał się także Filch z miną zadowolonego z siebie trolla. W głowie Syriusza kołatała się tylko jedna myśl: "jawna niesprawiedliwość".
- To na prawdę nie ja - jęknął Peter, gdy ich oprawcy się oddalili. Wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać.
- Wiemy - szepnął Remus, zagryzając wargi. - Cały czas byłeś z nami. Tylko skąd te łajnobomy się u ciebie wzięły.
- Na pewno on je podrzucił - warknął James, z nienawiścią patrząc w miejsce, w którym zniknął im z oczy Filch. - To już drugi raz! Niech no tylko...
- Niech tylko co? Daj spokój... - powiedział zrezygnowany Remus, ruszając w stronę schodów do sali wejściowej.
- A McGonagall zawsze trzyma jego stronę - pomstował dalej James, idąc za nim. - W ogóle nie chciała słuchać naszych wyjaśnień.
- Bo jej podpadłeś - przypomniał mu Syriusz. - Poza tym, jeśli nie dotarło do ciebie co mówił Filch, chciałem cię poinformować, drogi przyjacielu, że w szkole nie ma Dumbledore'a, a ona jest nowym zastępcą dyrektora, więc chce się popisać.
- I tylko dlatego odbiera nam czterdzieści punktów?! - obruszył się James. - Jest opiekunką Gryffindoru, powinna trzymać naszą stronę!
- Lepiej jej tego nie mów - powiedział szybko Syriusz. - Mnie bardziej od punktów martwi szlaban. A teraz cicho. Peter, wytrzyj twarz.
Peter zdążył już poryczeć się na dobre. Oni tymczasem wchodzili właśnie do Wielkiej Sali, a wolał, żeby nikt nie dowiedział się o ich przygodzie. Mimo wszystko, kolejna utrata punktów z ich powodu, nie była rzeczą, którą chciałby się chwalić przed pozostałymi uczniami Gryffindoru. Zjadł obiad w takim tempie, że omal go nie zwrócił i zaczął poganiać swoich kolegów. Właśnie przyszedł mu do głowy niemal... poltergeistowski pomysł i musiał go koniecznie z nimi omówić w zacisznym dormitorium, gdzie nikt nie mógł ich podsłuchać.
Nareszcie Peter, jako ostatni, najadł się do syta, wpakował do torby słodkości - "na potem" i Syriusz mógł ich zagonić do wieży Gryffindoru (trzy razy myląc drogę).
- Moi najdrożsi przyjaciele - zaczął Syriusz, gdy znaleźli się w dormitorium, doskonale naśladując styl bohatera swojej ulubionej powieści, Don Lotaria. - Zebrałem was tutaj w bardzo poważnej sprawie. Naszym klepsydrom zagraża wściekły i zażarty duch, zwany Filchem Woźnym, wraz ze swoim wyliniałym kompanem, kocicą panią Norris.
James zaintonował oklaski i wiwaty, a potem dodał:
- I wplątaną w sieć ich intryg, niejaką McGonagall... Dobra, przechodź do rzeczy.
Syriusz zmierzył go ostrym spojrzeniem, ale jego rada nie była pozbawiona sensu.
- Chodzi o to - powiedział. - Że skoro i tak wiecznie nam się obrywa, to dlaczego mamy sobie odmawiać przyjemności doprowadzania wszystkich do szału. Jak na razie tylko Jamesowi się to udaje, a ja się chętnie do niego przyłączę.
- To nie jest dobry pomysł - powiedział Remus po chwili zastanowienia. - Gryffindor straci jeszcze więcej punktów.
- Na każdej wojnie muszą być ofiary - zauważył James. - Grunt by Ślizgoni nie zdobyli Pucharu Domów, wtedy się powieszę na nitkach makaronu.
- Remus, skoro jesteś tak logicznie myślącą osobą - powiedział Syriusz, ważąc słowa. - To na pewno zauważyłeś, że tracimy punkty tylko dlatego, że pojawiamy się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Przecież to jasne, że nie będziemy się kręcić w miejscu, w którym coś przeskrobiemy, w chwili, gdy znajdzie się tam Filch.
- Chyba, że będziemy chcieli zobaczyć jego reakcję - przerwał James, któremu pomysł wyraźnie się podobał. - Ale i na to znajdziemy sposób. Trzy tygodnie przykładnej nauki to dla mnie aż nadto. - Spojrzał na Syriusza.
Syriusz skinął głową, jakby przypieczętowując jakiś pakt. Potter wprost wyjął mu to z ust.
- Pierwszy na naszej liście jest Filch, pogonimy mu... kota.
- I dopisałbym do niej jeszcze Smarkerusa - dodał James. - Ten dostawca tłuszczu działa mi na nerwy. Peter, podziel się tymi ciućkami. Musimy to... objeść.
Pettigrew zupełnie nie zwracał na nich uwagi, zajęty konsumpcją tego, co przyniósł z Wielkiej Sali i słodyczy przysłanych mu przez matkę. Po słowach Pottera dość niechętnie wysypał zawartość jednej z ukrytych w kufrze toreb na łóżko.
- Ja dalej nie powiedziałem, że się zgadzam - wtrącił Remus.
- Pozbawiam cię prawa głosu - powiedział natychmiast James. - Dostaniesz ksywę... Remus Ostatni ze Sprawiedliwych... Łap żabę, Syriusz, jak trafi ci się Morgana to moja.
Syriusz pomału otworzył Czekoladową Żabę i zręcznym ruchem złapał w powietrzu przysmak, który już szykował się do ucieczki. Od przyjazdu do Hogwartu zastanawiał się kilka razy, czy James czasami nie pomiata nim  tak samo jak matka w domu, tylko robi to tak zręcznie, że nikt tego nie zauważa. Niespodziewanie dochodził do wniosku, że nawet jeśli, to zupełnie mu to nie przeszkadza. Potter był przekonany o własnej wyjątkowości, niezwykłych umiejętnościach i rozpieszczony do potęgi. Posiadał więc wszystkie cechy, o których Syriusz marzył. Nie zmieniało to faktu, że był na prawdę dobrym przyjacielem, za swoimi bliskimi wskoczyłby w Szatańską Pożogę i przy takim kumplu można było zajść daleko.
- Mam Aldertona - rozległ się głos Jamesa. - Wysadził swoją chałupę, gdy przygotowywał tort urodzinowy! W ten sposób to nawet ja trafię do Kart z Czekoladowych Żab! Pomyślcie tylko... Wieczna chwała...
No właśnie!
Kategoria: brak kategorii
tagi:


8 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

Chrupcia Chrupcia.wtorek, 12 lipca 2011, 12:56
178.56.140.108

Super opowiadanie ;) Sama też kiedyś coś takiego tworzyłam razem z przyjaciółmi. Jednak wszystko się posypało ;)
Życzę wytrwałości ;)
Zapraszam na http://smierc.org
Pozdrawiam!

Hyoto Hyoto.wtorek, 12 lipca 2011, 22:14
93.105.200.183

Nie jest aż tak źle. Może akcji nie za dużo, ale to się jeszcze nadgoni. Ciekawe kto przekonał Catrionę do zaprzestania latania. Ktokolwiek to był, to zrobił dobry uczynek. No, a jakby dostała tłuczkiem prosto w brzuch!? Cóż by to była za nierozwaga z jej strony wychodzić w takim stanie na boisko!

mortycjam MortycjaMwtorek, 12 lipca 2011, 22:50
83.25.163.23

No tak, dziękujesz wszystkim, oprócz mnie... A kto Ci niby opko cały czas sprawdza i błędy wyłapuje, Trąbko? Kto czyta to najbardziej regularnie i kto czyta to jako pierwszy?

orlablack Aurora Sinistraśroda, 13 lipca 2011, 02:30
83.26.71.84

Ewcia, Ty się tak nie gorączkuj, Tobie nie dziękuję, bo to także Twój FF. Chciałam nawet zaproponować, żebyś kolejny rozdział napisała Ty, a ja go tylko (lub aż) sprawdzę :P

antoinettelebrun Mirabelkaśroda, 13 lipca 2011, 20:47
79.139.105.20

Ja też Ci dziękuje ,ze moge czytać coś tak świetnego :)
Bardzo dobrze opisujesz młodych huncwotów , tak właśnie ich sobie wyobrażałam:D
Nie moge się doczekać na następny rozdzał !
Pozdrawiam Mirabelka :)

kocham-jamesa kocham-jamesawtorek, 26 lipca 2011, 16:10
193.25.0.14

Zawsze wiedziałam, że jest jakaś geneza powstania Huncwotów. A tu proszę! Niesprawiedliwość McGonagall jest wszystkiemu winna. Nigdy za bardzo za kobietą nie przepadałam, obcinała biednym Huncwocikom skrzydła, niepozwalając się rozwijać.

Zapraszam do siebie. Po 3 latach nieobecności reaktywowałam bloga, zaczynam od początku :)

Coco Coco.piątek, 5 sierpnia 2011, 21:18
77.91.63.179

Witam! Informuję, że ocena Pani bloga została wystawiona na stronie www.zar-ocen.blog.onet.pl. Pozdrawiam:]

amara amarasobota, 17 września 2011, 11:37
95.160.167.197

Witaj.
Pierwsze, co pomyślałam, kiedy zaczęłam czytać to, że jest to kolejny pamiętnik Syriusza. Ale zaskoczyłaś mnie. Jest w nim wiele szczegółów, o których większość nie pamięta. Chodzi mi o rodzinę Łapy. Autorzy koncentrują się na Huncwotach, zapominając o tym, że ich postać jest jaka jest właśnie przez swoją rodzinę. Ty nie zapomniałaś. Mało tego zrobiłaś to bardzo fajnie. Gratuluję.
Opowiadanie jest bardzo ciekawe. Jak dla mnie to, że zaczęłaś od pierwszej klasy troszkę nie pasuje. Ale w sumie to coś nowego i może wyjdzie to całkiem lepiej?
Czekam na nowe rozdziały.
Pozdrawiam:)

Mój Profil



SZKLANA KULA


Kolejny rozdział Syriusza pojawi się:

17 CZERWCA 2012

Wszystkie osoby, które pragną zostać o nim poinformowane zachęcam do wpisywania się do księgi gości lub komentowania poprzednich wpisów.



ROZDZIAŁY


1. Tojours Pur
2. Ten pierwszy raz
3. Lekcja dobrych manier
4. Mortycja McGonagall
5. Familia
6. Chluba Portree
7. W pociągu
8. Ceremonia przydziału
9. Hogwart
10. Ofensywa Filcha
11. Nocne rewelacje
12. Pierwsze koty za płoty
13. Dwie wiedźmy
14. Do szopy, hipogryfy!
15. Wcześniejszy prezent

SPONSORZY







Szablony, avatary...
Tiara Czarodzieja

DYSKUSJA




Polecani


Tiara Czarodzieja





Opowiadania HP
Orla Black
Aurora Sinistra
Bellatrix Black
Gilderoy Lockhart
Samanta Lestrange
Rita Skeeter
Monika Dursley
Flavia Labollay
Anastasia Labollay
Laura Sylvanus
Gracia Dumbledore

Ocenialnie
Azkaban Will Eat You
SUM
Oceniam Wyobraźnię
Felix Felicis
Oceniam
Kompania Ocenowa
Ława Przysięgłych
Niecodziennie
PWN
Q-Py-Blok
Krytyka Literacka
Martwa Strefa
Jimmy Ocenia
Potterowskie Oceny
Narcissism
Orto-Nazi
Żar Ocen
Talking About
Profesjonalne Oceny Blogów
Era Krytyki

Top Listy
Tiara Czarodzieja
Strony o Harrym Potterze
TopLista Syriusza Blacka
Pottersite
RPG i Fantasy
Bastion Fantasy
Magiczne Dziewczyny
Potterowskie FF
Opowiadania Fantasy

Czytelnia
Elfka Mortycja
Narcyza Malfoy
Myśli Severusa
Charlie Dawson
Carrie Eelyop
Amon Carter
Monica Verne